Madera – mój bananowy raj!

Co to jest?

Uwielbiają go miliony na całym świecie i to nie tylko ludzi.

– Justin Biber?

-Nieeeee!

Ma żółtą skórę i jest przesłodki.

-Minionek?

-Znów skucha!

Ma kremową konsystencję, można dodawać go do koktajli, placków i ciast.

-Aaaa! To banan przecież ;))))))))

TAK, Pan Banan we własnej osobie jest super hiper owocem znanym na wszystkich kontynentach, uwielbianym zarówno przez dzieci jak i dorosłych. W Polsce niegdyś “wystany” w kolejkach przez naszych rodziców czy dziadków, dziś w każdym dyskoncie za około 5 zł za kilogram. Dobry jako przekąska dla smyka, pani na diecie fit do koktajlu light czy sportowca po treningu.

Ale czy dobrze znany jest ten banan obrany?  Czy ten banan kupiony w markecie jest takim samym bananem jakiego zjemy prosto z bananowca?

Świeży, owszem jest pożywny, dostarcza organizmowi cennych minerałów i witamin. Dodany do owsianki, jaglanki, chlebka bananowego, sałatki, zupki i …. miliona innych potraw. Ja unikam wszelkiego rodzaju dziwnych sproszkowanych bananów, pseudo kaszek bananowych i gotowców, które tylko udają banana, razem z cukrem tworzą słodką papkę a i ceną nie grzeszą. Więc ja takim niby sztucznym bananom mówię stanowcze nie!

Ale, ale, do brzegu pełnego bananów! Muszę się do czegoś przyznać, tak, trochę mi wstyd…. Wybaczcie mi!

Jestem nałogowym zjadaczem bananów!!!! Potrafię zjeść ich naprawdę dużo i dodać do zupełnie wszystkiego 😉 “Bananowy jest po prostu żywot mój…” śpiewał Ryszard Rynkowski z legendarnej grupy Vox, ktoś pamięta? Banan w górę! Co więcej, myślałam, że te banany ze sklepu są najpyszniejsze i nie może być już lepiej…

A jednak, kiedy to pojechałam zwiedzać świat trafiłam na pyszniutko-kremowego banana z Dominikany, który urzekł mnie swoją słodyczą sam, w sałatce i na pancake’u. I myślałam, że to jest bananowy Olimp, że już lepiej być nie może. Myliłam się! Podczas podróży na wiecznie zieloną Maderę doznałam szoku, ekscytacji i wielkiego wooooow!

Owszem, spodziewałam się czegoś dobrego po obejrzeniu programów kulinarno-podróżniczych małego człowieka z Krakowa czy Francuza reklamującego przyprawy (obu Panów baaardzo lubię i cenię, a szczególnie Pana M.)

Ale to była bomba! I nic dziwnego, jeśli podstawowym krajobrazem Madery, są takie widoki:

Bananeira na każdym kroku, pola bananów na każdym Stochu, oj stoku (za dużo skoków ostatnio!). Gdzie wolne miejsce tam bananowiec. Tam i pomniki ma ten owoc! I zdjęcie przy takim pomniku trzeba mieć (nie mogłam się powstrzymać).

A smak?

Niepowtarzalny, słodki, kremowy, pyyyyyszny! Kaliber co prawda dość lichy ale ile to maleństwo posiada słodyczy i koloru! Nieee, te banany nie są już koloru słońca, one są koloru miodowego, wręcz pomarańczowego! I szkoda, że nikt jeszcze nie sprowadza bananów z Madery do Polski. To byłby hit! Ja ustawiam się pierwsza w kolejce i czekam! Proszę mi dać znać 😉

A wiecie, że Christiano Ronaldo urodził się i wychował na Maderze? Teraz już wszystko jasne skąd u niego tyle powera do działania! To przez banana! Aaaaa, i wyobraźcie sobie, że ten banan to nie jedyny banan, który skradł moje serce na Maderze. Jest jeszcze jeden, który trochę dziwny, może jest fanaberią i określany mianem banana na wyrost ale ciekawostką kulinarną to ona jest na pewno. Ale to ciekawe zjawisko wymaga osobnej uwagi i wpisu. Należy mu się. A co!

A Wy gdzie jedliście najpyszniejsze banany? A może gdzieś daleko urzekł Was smak innego owocu lub warzywa? Dajcie znać koniecznie!!!

Fanka banana ;*

Love forever xoxoxoxo

Bananamama

 

 

Podoba Ci się mój post? Polub go lub udostępnij 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Podoba Ci się mój blog? Zajrzyj też na facebook'a i instagram :)