Sardyńskie smaki i duużo smakowitych zdjęć!

Ciao!

Niedawno wróciłam z Sardynii i już chcę tam wracać! Mal de Sardegna – powiedzą znawcy- czyli tęsknota za Sardynią ogarnęła i mnie tuż po powrocie do Polski. Bo niby upał ten sam ale okoliczności przyrody, woda i otoczenie już nie te… I to nie żebym straciła swoją patriotyczną duszę, ale gdzieś tam w głębi serca zawsze czułam, że jakiś ułamek mnie jest włoski. Może to przez moją miłość do wszelkiego rodzaju włoskiej pasty? Trochę tak!

Plaża Is Arutas na południe od Alghero.

W każdym razie przedstawiam to co zobaczyłam i czego spróbowałam będąc na wycieczce z roczną córeczką, która miała czasem za nic, że chcielibyśmy jeszcze zjeść deser lub chwilę posiedzieć i porozkoszować się widokami. Ona wniebowzięta, że ma wokół swój fanklub w postaci kelnerów i innych gości rozglądała się ochoczo na wszystkich machających i rzucających “ciao bambina” ;D

Gdzieś na drodze pomiędzy Alghero a Cagliari.

No w każdym razie udało nam się dotrzeć typowym dla tamtejszego krajobrazu Fiatem 500 ;D na drugi koniec wyspy, a dokładnie do Cagliari na Mercato San Benedetto, gdzie miejscowi zaopatrują się w świeże owoce i warzywa, sery, owoce morza. Zadaszony, dwupiętrowy targ jest otwarty 6 dni w tygodniu od 7 do 15 i warto tam zajrzeć, szczególnie jeśli ktoś jest pasjonatem jedzenia jak ja 😉

A można tam się zaopatrzyć w produkty takie jak:

Sery!!! W większości długo dojrzewające – Parmigiano Reggiano, Grana Padano i miejscowy Pecorino od których to czuć zapach nieziemski! I wielkością swą również przyciągają uwagę turystów i miejscowych 😉

Rożnego rodzaju owoce, regionalne figi –  które rosną tu niemalże na każdym zakręcie lokalnych dróg – jak nasze śliwki czy gruszki 😉

Oliwki! Naprawdę pyszne, bo świeże. Rosnące w sadach oraz dziko przy krętych drogach!

Lokalne makarony – chociaż na Sardynii królują pierożki – ravioli, culurgiones czy saedas to makaron jest dostępny w każdym sklepie a ten, w formie przypominający gnocchi.

Przepyszne i mięciutkie Amaretti oraz Pardule. I choć jadłam już amaretti w Polsce to te były o niebo, a tam, o galaktykę lepsze. Miękkie, lekko słodkie, trochę ciągnące! Pardule to tradycyjne ciastka Sardyńskie, które zawierają twaróg, są trochę jak ciasto ucierane z twarogiem właśnie, lekko wilgotne, pyszne! Trzeba jedynie uważać i lepiej dołożyć trochę euraków i kupić je w cukierni niż w supermarkecie, gdzie są tańsze ale zdecydowanie uboższe i bardziej suche.

Pane Carasau – to tradycyjny chleb, tak, tak to chleb! Cienki, chrupiący w smaku przypominający trochę tortillę. Podawany do potraw w restauracjach jako przekąska. Mojej córce bardzo smakował 😉

Wędliny – prosciutto Sardo. Bo kuchnia sardyńska jest włoską, lecz z dużą ilością nie tylko sera ale też wędlin!

Owoce morza – od przegrzebków, przez ośmiornice do homarów! Przez cały tydzień zjadłam więcej ryb niż przez ostanie 2 miesiące!

Takich oto przyjemniaczków można spotkać w oknie jednej z restauracji przy porcie w Alghero:

Poza targiem w Cagliari, próbowaliśmy rożnych typowych specjałów kuchni  sardyńskiej oraz włoskiej w restauracjach w Alghero, np. ravioli

czy spaghetti z bottargą czyli suszoną ikrą cefala morskiego – ryby, bottarga to typowy przysmak Sardynii.

Najbardziej smakowały nam gellato czyli lody o smaku, uwaga, mirto czyli mirtu. A co to jest zapytacie? Hmm, to jakby jagoda, trochę bardzie podłużna od naszej i bardzo aromatyczna. Krzewy mirtu porastają całą wyspę i przepięknie pachą!

Gellateria K2 w centrum Alghero.

Krzew mirtu.

Z mirtu wytwarza się również dżemy, nalewki a z liści aromatyczne przyprawy np. do makaronu, którą mam i ja! Mirt to taka uniwersalna roślina, typowa dla Sardynii 😉

No i moja ukochana kawa!!!!!

We Włoszech kawa po paście i gellato to instytucja! Espresso, cappucino czy pite pierwszy raz shekerato czyli ichsze iced coffee urzekło mnie! Nie wyobrażam sobie dnia bez kawy, a pewnego wieczoru miałam ogromną ochotę na mrożoną kawę. Wiecie – z lodem, mlekiem itp. Miałam na myśli duży kubek zimnej kawy z mlekiem, coś jak ze Starbuksa a dostałam to:

I na nic się zdało 2-krotne mówienie kelnerowi, że nie słodzę. I tak było słodkie ale mimo wszytko baaardzo orzeźwiające i przyjemne. Żeby zobaczyć jak włosi piją kawę trzeba odejść trochę od restauracji w centrum i udać się tam gdzie jest więcej miejscowych niż turystów. My byliśmy w pewnym supermarkecie po drobnostki dla dziecka – chusteczki itp. A okazało się, że połowa ów marketu to kawiarnio-cukiernia, gdzie siedziało z 20-30 włochów i ochoczo rozmawiało energicznie gestykulując popijając espresso. Spodobało mi się to strasznie – ten gwar, rozmowy, nonszalancja!

Co mnie urzekło na tej wyspie? Plaże, morze, woda, piasek od drobniutkiego przez kamyczki niemal jak kasza perłowa po kamieniste. Bajka! I chociaż to nie blog typowo podróżniczy to popatrzcie sobie, a co! Ja patrzę i przestać nie mogę.

Zabudowania przy porcie w Alghero i ja ;))

Cala Luna – jedna z najpiękniejszych w zatoce Orosei, można się na nią dostać pokonując 3-godzinną trasę przez góry lub popłynąć łodzią z Cala Gogone. My wybraliśmy tę drugą opcję 😉

 

Lubisz włoskie smaki? Co Ciebie urzekło we włoskiej kuchni? Podziel się ze mną swoimi wspomnieniami!

Arrivederci!  O pietruszka!

 

 

Podoba Ci się mój post? Polub go lub udostępnij 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Podoba Ci się mój blog? Zajrzyj też na facebook'a i instagram :)